Kanały:
Wpisy
Komentarze

Sowietofilstwo

W minioną sobotę na Litwie zostało powołane ugrupowanie polityczne, które otwarcie deklaruje swój prosowiecki charakter. W ramach wyraźnie prokremlowskiego kursu programowego Związek Ludowy, deklaruje również działania na zbliżenie z reżimem Aleksandrem Łukaszenki oraz zacieśnienie współpracy z Kazachstanem.

Na czele partii stoi inicjatorka jej powołania była premier Litwy Kazimiera Prunskienė.

Jak informowały środki masowego przekazu, podczas zjazdu założycielskiego K. Prunskienė otwarcie przyznała się do promoskiewskich sympatii, a wśród zagranicznych gości zjazdu honorowe miejsce zajmowała delegacja moskiewskich polityków z szefem komitetu spraw zagranicznych Dumy Konstantinem Kosaczowym na czele.

Przemawiając z trybuny zjazdu K. Kosaczow wyraził zadowolenie, że na Litwie powstała wreszcie partia polityczna, z którą Moskwa będzie mogła prowadzić dialog.

Wśród gości założycielskiego zjazdu Związku Ludowego była też delegacja polityków z Białorusi i Kazachstanu  oraz wice ambasador Polski w Wilnie Michał Grodzki. Wystąpienie tego ostatniego wzbudziło żywe zainteresowanie uczestników zjazdu i dziennikarzy z tego powodu, iż witał zebranych nie po polsku,  nie po litewsku, nie po angielsku, a właśnie po … rosyjsku.  Nie mieliśmy zaszczytu poznać pana Grodzkiego –  możliwie podobnie jak i ambasador jest wychowankiem sowieckiej uczelni w Moskwie, albo też nie śledzi na bieżąco wydarzeń politycznych i jest przekonany, że Litwa jest nadal w składzie Związku Sowieckiego, gdzie obowiązuje język rosyjski.

Politolodzy jednogłośnie przyznają, że nowe ugrupowanie na pewno znajdzie swego wyborcę wśród osób z nostalgią powracających do okresu Litwy sowieckiej i Związku Sowieckiego. Będą więc musieli podzielić się ze ZL swoim elektoratem Akcja Wyborcza, Partia Pracy, Prawo i Sprawiedliwość, Nowy Związek oraz postkomunistyczni socjaldemokraci.

* * *

Kiedy przed laty K. Prunskienė  powołała Partię Kobiet replikowałem nie całkiem przyzwoitym felietonem podkreślając, iż partia założona na zasadzie przynależności płciowej nie ma raczej perspektywy dziejowej, zapytując jednocześnie, co tam wśród takiej ilości kobiet robi kilka reklamowanych mężczyzn –albo przystąpili do partii nie w celu prowadzenia działalności politycznej, albo są eunuchami.  Pani K. Prunskienė strasznie się obraziła, przysłała do redakcji długi list, i przez wiele lat uważała nas za swoich nieprzyjaciół. Mimo, że mieliśmy rację.

Dlatego dziś jedynie zauważę, iż Związek Ludowy na pewno w perspektywie podzieli losy Partii Kobiet. Zresztą wykorzystywanie kryzysu gospodarczego w celu pobudzania nostalgii do przestępczego systemu sowieckiego – jest głęboko nieporządne.

* * *

W okresie międzywojennym  elity polityczne i intelektualne w Wilnie kategorycznie rozróżniały co to jest bolszewia i Związek Sowiecki i czym była Rosja, która przestała istnieć w roku 1917. Dla przykładu w redakcji „Słowa” większość znanych współpracowników należałoby uznać za rusofilów, bo głęboko znali kulturę i literaturę rosyjską, a jednocześnie byli nieprzejednanymi wrogami wszystkiego, co sowieckie. Józef Mackiewicz w wydanej w roku 1962, książce „Zwycięstwo prowokacji”, bodajże najważniejszym jego dziele, właśnie te niepodobieństwo – Rosji i Związku Sowieckiego – podkreśla niejednokrotnie:

Związek Radziecki to: nie dalszy ciąg; to: zaprzeczenie dawnej Rosji. Dopiero październikowa rewolucja bolszewicka dokonała w Rosji przemiany odwracając porządek rzeczy. Zniósłszy, jako “burżuazyjną”, dawną kulturę warstw wyższych, “podniosła” masy z analfabetyzmu, ale właśnie do poziomu pseudokultury. Obejmując policyjnym zakazem zagadnienia Boga i prawdy nie dała w zamian innych, gdyż wszystkie zagadnienia świata zostały już z góry rozstrzygnięte przez Lenina i wystarczy je tylko umieć na pamięć. Wątpienie stało się karalne. A tam, gdzie nie ma wątpliwości, nie może być zastanowienia, a więc nie może być myśli poszukującej. Stąd dawna Rosja, przesadnie być może, słynąca z “rozcinania włosa”, przeistoczyła się w kolektyw bezmyślnie powtarzający wersety leninowskich dogmatów.

Niewątpliwie należy się zgodzić ze zdaniem wypowiedzianym przez J. A. Kurganowa (“Nacii SSSR i russkij wopros”, 1961) że: “Rosja nie tylko się zmieniła, lecz stała się ZSSR, to znaczy w istocie nowym krajem prawie zupełnie niepodobnym do poprzedniej Rosji, ani do żadnego innego kraju wolnego świata.” – Wydaje się jednak, że można zaryzykować twierdzenie, że ZSSR jest więcej niż tylko zmianą dawnej Rosji, bo jest niejako jej – odwróceniem. I to pod każdym względem: polityczno-ustrojowym, gospodarczym, filozoficznym, obyczajowym a najbardziej może – psychicznym. Zachowując zewnętrzne ramy imperium, zmieniono jego substancję wewnętrzną.

W schematycznych skrótach można by powiedzieć, że: Rosja XIX wieku była krajem spiskowców i buntowników, Sowiety stały się krajem milczącego posłuszeństwa; symbolem Rosji były jej kopulaste cerkwie ze złotymi krzyżami, symbolem Sowietów jest zniesienie krzyża; poezja rosyjska opiewała lasy i przestrzenie, poezja sowiecka opiewa kominy fabryczne; literatura rosyjska opanowana była duchem sprzeciwu i krytyki, literatura sowiecka duchem uległości i pochwały; w dawnej Rosji gromadzili się ludzie, by bronić pokrzywdzonego, w Sowietach schodzą się ludzie, by podeptać pokrzywdzonego, w dawnej Rosji ulubionym tematem była wątpliwość wszystkiego, w Sowietach jedynym tematem jest niezachwiana pewność; w Rosji szpieg i donosiciel pogardzany był nawet przez tych, którzy się nim posługiwali, w Sowietach donosicielstwo podniesione zostało do godności cnoty obywatelskiej; Rosja XIX wieku wytworzyła warstwę “inteligencji” społecznej i krzykliwej opinii publicznej, Sowiety zniosły społeczeństwo i unicestwiły opinię publiczną; Rosja, po reformie sądownictwa, zasłynęła z najbardziej bezstronnych sądów w Europie, Sowiety słyną z najbardziej krwawej parodii sądownictwa w dziejach; można by w ten sposób mnożyć porównania nieomal bez końca.

Dziś, kiedy to sąsiad ze Wschodu  przybrał nazwę Rosji, oświadczając jednocześnie, iż jest to kontynuanta tegoż Związku Sowieckiego – nastąpiło całkowite pomieszanie pojęcia nazwy i treści. Jeżeli więc w roku 1917 – zachowując zewnętrzne ramy imperium, zmieniono jego substancję wewnętrzną, to teraz nastąpiła jedynie imitacja kolejnych zmian – bowiem zachowano substancję wewnętrzną i zewnętrzne (w większości) ramy imperium sowieckiego.

Dlatego gdy K. Prunskienė i jej podobni mówią o dzisiejszym rusofilstwie, należy to odbierać jednoznacznie  jako sowietofistwo. Natomiast kiedy Rosja będzie znowu Rosją – możliwie za wiele, wiele lat i ludzkich pokoleń, a możliwie też, że nigdy. Zakładając na Litwie partię prosowiecką, warto się też zastanowić, czy jest jeszcze na Litwie partia stricte prolitewska.

I jeszcze kilka zdań z powyższego dzieła Józefa Mackiewicza jako dowód, że szybkich zmian tam oczekiwać nie należy.

Wiemy, że w przeciągu ponad czterdziestu lat odbywał się w Sowietach proces eksterminacji milionów ludzi, a liczba stale zamkniętych w sowieckich obozach koncentracyjnych wahała się przeciętnie od 10 do 20 milionów ludzi. Wiemy też, że w ustroju komunistycznym nie może mieć miejsca przejaw jakiegokolwiek nieposłuszeństwa; nie ma opozycji, nie ma veta, nie ma sprzeciwu, nie ma strajków, nie ma innego zdania. Ślepe posłuszeństwo w służbie komunizmu było i jest bardziej totalne, bardziej bezapelacyjne i usankcjonowane urzędową moralnością, niż kiedykolwiek w jakiejkolwiek służbie, jakiegokolwiek innego ustroju.(…)

Znany publicysta brytyjski, Philip Vander Est, opracował w r. 1979 obszerne dzieło obejmujące statystykę mordów komunistycznych. Według tego opracowania, począwszy od roku 1917, czyli od “wielkiej październikowej”, komuniści wymordowali 143 miliony ludzi. (Tu chodzi o Związek Sowiecki i inne kraje socjalistyczne. Przypis. nasz ) Tzn. wielokrotnie więcej niż w ciągu swego życia i wojen, zdołał wymordować Hitler. (Zauważmy na marginesie: w Rosji carskiej od r. 1821 do r. 1906 stracono zaledwie 997 ludzi) (…)

Albo też ocena jednego z najświatlejszych umysłów nie tylko Wilna w okresie międzywojennym, rektora USB Mariana Zdziechowskiego: Czy wolno im nie wiedzieć, że państwo Sowietów jest jedną wielką katorgą, w której ludzi podzielono na dwie kategorie: katorżników i ich dozorców? Katorgę rozumiem nie tylko dosłownie; katorżnikiem jest każdy, komu myśl, uczucie, wolę zakuto w kajdany. W Sowietach zakuto w kajdany wszystkich bez wyjątku. Marian Zdziechowski. W obliczu końca. Biblioteka Frondy, W-wa 1999.

 

Ryszard Maciejkianiec

W związku z przypadającą w tym roku 440 rocznicą podpisania Unii  - umowy międzynarodowej Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem  Litewskim – w Wilnie w Muzeum Sztuki Stosowanej 18 listopada b.r. została otwarta wystawa poświęcona Unii Lubelskiej i jej epoce w  twórczości Jana Matejki.

Obraz Unia Lubelska jest jednym ze znanych dzieł malarskich Jana Matejki, tworzących cykl poświęcony historii Polski. Namalowany został w roku 1859 dla upamiętnienia 300 rocznicy Unii. Unia Lubelska uchodzi za jedno z najlepszych dzieł Matejki, w uznaniu zawartości obrazu malarz odznaczony został francuskim orderem Legii Honorowej. Na treść wystawy w Wilnie złożyły się także szkice do Unii Lubelskiej oraz obraz Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna.

W dniach 19-20 listopada w gmachu Muzeum, odbyła się także międzynarodowa konferencja naukowa „Unia Lubelska — idea i jej kontynuacja”. Wzięli  w niej udział ponad 30 historyków z Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Austrii. Patronat honorowy nad obradami konferencji sprawowali wybitni historycy Mečislovas Jučas (przemawiał na konferencji), Juliusz Bardach oraz Klaus Zernack.

Uczestnicy konferencji zwiedzili także Pałac Wielkich Książąt Litewskich na Zamku Dolnym, który jest najważniejszym projektem, realizowanym w ramach obchodów Tysiąclecia pierwszej wzmianki o Litwie w źródłach pisanych.  Po zakończeniu budowy Pałac stanie się symbolem dawnej tradycji państwowości, ważnym centrum wychowania obywatelskiego, kształtowania świadomości historycznej i prezentacji dziedzictwa kulturowego. (rm).

Polactwo (1)

Zimą b.r. na międzynarodowej wystawie książki w Wilnie Polska była przedstawiona nadzwyczaj skromnie. Dwa stoiska – Instytutu Polskiego i Ars Polonii wyglądały blado w morzu litewskich przede wszystkim – ale też rosyjskich i białoruskich książek. Na obu stoiskach na czołowym miejscu było wystawione „Polactwo” Rafała A. Ziemkiewicza[1]. Jest to studium o wybitnie negatywnym stanie współczesnego społeczeństwa Polski, które, zdaniem autora, ukształtowało się w wyniku, przede wszystkim prawie półwiekowego funkcjonowania  w „obozie socjalistycznym” jak też historycznych uwarunkowań, nie przyjmowania do wiadomości faktów i życia w świecie mitów i stereotypów.  Główny akcent autor wydania kładzie  na tych, co są  na dole drabiny społecznej. Zresztą umorusana ziemią ręka z brudem pod paznokciami, ściskająca biało-czerwony sztandar na okładce wydania,  dowodzi o kogo tu przede wszystkim chodzi. Ale autor też pisze o współczesnych politykach, o inteligencji, szczególnie o tej – pół i ćwierć, zahacza również o klasyka literatury polskiej  Adama Mickiewicza, który, zdaniem autora, jako mitoman, opowiadacz bajek i „genialnie rymujący wariat, który napisanymi w sekciarskim omamie „Księgami narodu polskiego” na wiele pokoleń ogłupił polskie elity i pozbawił je umiejętności logicznego myślenia”. I że  „(…) cała nasza historia w pigułce – odgrażamy się buńczucznie, że nie oddamy ani guzika, i zaraz potem zostajemy w ogóle bez gaci.”

Autor odnotowuje niezwykłe zaszarganie symboli i haseł, do których się polactwo odwołuje prawie wyłącznie karykaturalnie – pokazowo, byle by wyrwać od społeczeństwa głosy „ potrzebne do wetknięcia zadka w sejmowy fotel”.

Autor dochodzi do wniosku, iż „nie dziwmy się, ale też i nie unikajmy stwierdzenia faktu, że po półwieczu buntowania przez komunistów chama, judzenia tego chama, schlebiania mu, głaskania go i hodowania na wszelkie sposoby, Polska jest krajem zalanym chamstwem w stopniu w krajach cywilizowanych nieznanym, a myśmy wszyscy schamieli w sposób wręcz niewiarygodny”.

Widocznie trzeba się zgodzić z autorem co do charakterystyk, mając jednak zastrzeżenie, że to nie ten, co ma ręce ubrudzone ziemią nadaje ton społecznemu życiu, ale ci, co są u władzy – politycznej, finansowej, medialnej. Ludzie się zmieniają wystarczająco szybko – byle ich ustawicznie prowadzić we właściwym kierunku, ku dobrej spawie,  ku dobrym uczynkom, które należy odpowiednio oceniać i promować. Ale w  Polsce rządzonej, zdaniem autora, przez polactwo – „półinteligentów, chamów, durniów i mętów”, dla których państwo jest „tylko dojną krową, którą każdy chce klepać po cyckach; i nikogo nie obchodzi, że krowa w końcu może paść” – jak widać misji  budowania odpowiedzialnego obywatelskiego społeczeństwa, nie ma się komu podjąć.

Na pewno  wielu cech charakterystycznych dla polactwa, nabytych w okresie pobytu w „obozie socjalistycznym”, można doszukać się i w innych postkomunistycznych społeczeństwach. Tylko że taką skalą  schamienia (nie mylić z prostactwem) rzeczywiście nie może się „poszczycić” żaden inny sąsiedni naród – ani Czesi, ani Słowacy, ani Niemcy, ani też Litwini. Prowokowanie niechęci i negatywnych reakcji wobec siebie, aby się następnie oburzać, zbierać podpisy czy organizować akcje protestu, stosując diametralnie różne oceny zachowań wobec siebie i innych społeczeństw – to specyfika wybitnie polactwa z Polski.  Na ten stan rzeczy widocznie miało wyjątkowo negatywny wpływ wyhamowanie i faktyczne zrezygnowanie z lustracji, wagę której dla przemian i budowania zdrowych obywatelskich społeczeństw szczególnie docenili Niemcy, Węgrzy i Czesi. I dlatego dziś niezwykle trudno jest odróżnić, kiedy mamy do czynienia z okazem zdemoralizowanego władzą polactwa, a kiedy po prostu z nie zlustrowanym prowokatorem i agentem polskiej filii sowieckiego KGB.

Budujące jest jednak to, co  rzuca się w oczy również patrząc z Wilna – będące „na górze” polskie polactwo coraz trudniej znajduje sobie miejsce w nowej rzeczywistości. A ponieważ  na zmianę myślenia i działania go nie stać, próbuje więc budować tani i fałszywy autorytet strojąc się w szaty „polskich patriotów”, „obrońców Polaków na byłych kresach” itp., faktycznie myśląc  jedynie o swoim zadku na kolejną kadencję.  I o niczym więcej. O arogancji i chamstwie Jarosława Kalinowskiego z PSL, który wraz z senator Marią Pańczyk-Poździej oraz ambasadorem urządzał w maju w Wilnie prowokacyjne pochody – pisaliśmy w publikacji „Zwycięstwo prowokacji”. A że tak pozwala sobie polactwo z Polski  poza Polską jedynie w Wilnie – winni są również politycy rządzący Litwą , słabo jak widać, znający mentalność polactwa, z którym trzeba najwyraźniej postępować zgodnie ze starym polskim przysłowiem: „Pogłaszcz chama, to cię kopnie, kopnij chama, to cię pogłaszcze”. Bowiem polactwo jest tchórzliwe i na obrzydliwości, jak wiadomo, może pozwolić tylko wobec słabszych albo wobec tych, którym takt i wychowanie nie pozwala powiedzieć o nim  tego, na co tak naprawdę zasługuje. Nie pojedzie przecież J. Kalinowski z Marią Pańczyk-Poździej np. na Ukrainę do Lwowa czy na Białoruś do Grodna, aby z tamtymi ambasadorami urządzać prowokacyjne demonstracje. Wie bowiem, że będzie stamtąd wyrzucony na zbity pysk i wyląduje w swojej chlewni, w miejscu najbardziej dla niego właściwym, kończąc tym samym raz na zawsze swoje  prostackie politykierstwo.

  Ostatnio oszczerczy ton wobec Litwy coraz częściej rozlega się również z Europarlamentu, gdzie zdemoralizowane i rozwydrzone ogromnymi zarobkami, bezczynnością i brakiem poczucia odpowiedzialności za całość Unii Europejskiej polactwo,  najwyraźniej nie znajduje sobie zajęcia albo też ciążą na niej agenturalne nie zlustrowane uzależnienia z minionej epoki. Zresztą ostatnie pogróżki J. Wojciechowskiego, byłego PSL-owca, a obecnie PiS-owca, iż będzie atakował Litwę przy każdej nadarzającej się okazji świadczą, że mamy do czynienia z kolejnym doświadczonym prowokatorem, umiejętnie pobudzającym uczucie nienawiści między ludźmi, co  świadczy o jego niskiej typowo polackiej kulturze i nieznajomości historii.

Przed kilku dniami internauci mogli odnotować w Internecie ocenę, jaką polackim elitom i ich współczesnemu dorobkowi wystawiła na swym zjeździe Partia Kobiet: „(…) Trzy lata temu wspólnie napisałyśmy, że Polska jest kobietą. Po trzech latach mam inne zdanie. Polska nie jest kobietą, Polska tak naprawdę to zapijaczony, nieudolny facet z depresją” – zaznaczyła na zjeździe przewodnicząca tego politycznego ugrupowania. Ich zdaniem „jeżeli w Polsce nie zmieni się mentalność, jeżeli tego nie zmienimy, to będziemy cały czas gdzieś pod progiem procentowym i poza nawiasem normalności”.

Czy nie jest to czasem pole dla działania dla Kalinowskich, Poździejowych, Wojciechowskich i im podobnego polactwa  tam, gdzie zostali wybrani -  zamiast organizować prowokacje i występować z pogróżkami  wobec naszej Ojczyzny, Litwy?

Niedawno wypadło rozmawiać z będącą na urlopie w Wilnie wileńską Polką, która już od kilku lat mieszka i pracuje w niedużym miasteczku w Szkocji,  gdzie znacznym wysiłkiem założyła i z powodzeniem prowadzi własny skromny zakład usługowy i jest szanowana w lokalnym środowisku. Na pytanie zadawane po przyjeździe przed laty do Szkocji, kim jest i skąd pochodzi – odpowiadała, iż jest Polką z Litwy. Ale kiedy przed paru laty dotarły tam grupy Polaków z Polski, którzy zachowują się niezwykle arogancko i głośno w miejscach publicznych, ignorując gospodarzy terenu, Szkotów i ich obyczaje, prowokując niechętny stosunek do siebie, również poprzez ustawianie nieczytelnych dla miejscowej ludności polskich nadpisów i wywieszek – dziś każdemu  i wszem odpowiada, iż jest Litwinką, obywatelką Litwy, aby czasem nie była odbierana jako należąca do tej hałastry, która jest gnana za chlebem z kraju, gdzie rządzi polactwo. Z informacji wynika, iż podobnie zachowują się Polacy z Polski i w innych krajach. Na ich usprawiedliwienie warto uczciwie odnotować, iż jedynie najwyraźniej naśladują wzory zachowania się „elitarnego polactwa”- Kalinowskich, Poździejowych, Wojciechowskich -  polityków sprawujących władzę i reprezentujących Polskę.  A w ocenie  autora „Polactwa” – „półinteligentów, chamów, durniów i mętów”.

I te chore naśladownictwo zachowań „elitarnego polactwa” nabiera dziś coraz szerszego zakresu i będzie wymagało również od Litwinów i litewskich Polaków, znacznych wysiłków w obronie ich dobrego   imienia oraz Litwy i odpierania prowokacyjnych poczynań, skierowanych na rozmywanie i osłabianie państwowości i obywatelskich postaw, aby Litwa stała się tzw. „szarą strefą”, dogodnym terenem działania dla polactwa i przestępczych układów,  uniemożliwiających bezpieczne i godne życie dla obywateli, uczciwie spełniających swój obowiązek. 

Niedawno w „Kurierze Wileńskim” ( ideowy i kadrowy spadkobierca „Czerwonego Sztandaru”), który  szanujący siebie człowiek przegląda w Internecie tylko z musu i z największym obrzydzeniem, ukazała się informacja o tym, że w Wilnie rzekomo zaczął działalność niejaki „Społeczny Komitet Upamiętnienia Imienia Józefa Mackiewicza”. Przy tym „zaczął działalność” od napadów na episkopat Litwy, który jakoby nie wyraża zgody na ustawienie tablicy na gmachu, będącym jego własnością. Próbujemy więc wyjaśniać, o co tu tak naprawdę chodzi. Okazuje się, że przybyły z Polski osobnik poprzez „KW”-„CzSz” ogłosił siebie jednoosobowo „społecznym komitetem” i nie przestrzegając wymaganych procedur, związanych z upamiętnianiem wybitnych osób domaga się ustawienia tablicy o nieznanej treści, poświęconej Wilnianinowi Józefowi Mackiewiczowi. Uważa bowiem , że on już wszystko wie, jak powinni postępować Litwini, co mają robić a czego nie Polacy wileńscy, i że episkopat nie ma prawa na własne, inne niż jego zdanie, faktycznie najwyraźniej świadomie smrodząc i wyjątkowo szkodząc promocji imienia i dorobku Józefa Mackiewicza, którego wydawanie niezwykle ważnej dla współczesnych pokoleń twórczości jest, jak wiadomo,  wyhamowywane i dociera do litewskich i innych czytelników w Europie Środkowo – Wschodniej,  z najwyższym trudem.  Takie prowokacyjne działania przedstawiciela polactwa zbiegły się akurat z ukazaniem się na Litwie pierwszej wydanej w języku litewskim książki JM „Droga donikąd” i można się domyśleć, iż  poprzez prowokowanie  kolejnego konfliktu wokół tablicy chcą przekonać litewskie społeczeństwo o tym , iż Józef Mackiewicz – antykomunista i największy pisarz powojennej Europy,  jest rzekomo jednym z przedstawicieli polactwa, które tu  ma już ugruntowaną „według zasług” ocenę. A że o dobre imię antykomunisty Józefa Mackiewicza „dba się” właśnie poprzez zespół „Kuriera Wileńskiego” – „Czerwonego Sztandaru”, kurczowo trzymającego się swojej komunistycznej przeszłości i „dorobku”, będącego w swoim czasie organem partii i na pewno ośrodkiem zbierania informacji o ludności polskiej na Litwie i w innych sowieckich republikach na potrzeby KGB – tylko utwierdza w takim przekonaniu. Przy okazji oczywiście szarga się imię Litwy i litewskich Polaków, którzy, na skutek wielu prowokacji, są utożsamiani z polactwem z Polski.

Tym niemniej działalność polactwa z Polski  nie byłaby na Litwie możliwa, albo co najmniej była utrudniona, gdyby nie utworzono sobie na naszym terenie  odpowiednika i jego dokarmiania oraz wspierania, jak też okupowanie ludności polskiej przez miejscowe polactwo. Jego skrajny prymitywizm, zakłamanie do szpiku kości, oparcie się na mętach, postsowieckich układach i postkołchozowej nomenklaturze najwyraźniej wskazuje, iż mamy u siebie na Litwie do czynienia  ze spotęgowanym polactwem – w kwadracie, a może nawet do potęgi trzeciej. Tym bardziej, że obiektem jej oddziaływania jest przede wszystkim absolutnie bezbronna, niewykształcona, wiekowa, znajdująca się na samym dole drabiny społecznej, ludność.

Motorem działania litewskiego polactwa są wzory ze wczesno – sowieckiego okresu – czyli  „rewolucyjność”, stałe napięcie, nieustający konflikt i szkalowanie Litwy, poprzez które stara się ono ukryć całkowity brak kompetencji, niespotykany poziom korupcji, nadużycia i łamanie prawa. Trzymając w takim nierealnym świecie i karmiąc społeczeństwo litewskich Polaków swoistą „morfiną”, polactwo jednoznacznie uniemożliwia jego postęp i rozwój, a dbając, na wzór polactwa z Polski, jedynie o swoje dobro, prowadzi do jego zguby.

Analogiczne zachowanie się odnotował już w roku 1931 Stanisław Mackiewicz (Cat)  odwiedzając  Związek Sowiecki, już wtedy dochodząc do wniosku, iż

„nie można przecież przypuścić, że długo może istnieć społeczeństwo karmione wyłącznie morfiną. (…) Ta rewolucyjność wprowadzana w życie codziennie jest przecież psychologicznie tym samym co morfina. A to zabija, a nie usposabia do życia”[2].

O tym w następnym odcinku.                                  

                                                                   Ryszard Maciejkianiec

P.S. Jeżeli ktoś poczuje się urażony innym niż zazwyczaj tonem naszej publikacji – proszę pamiętać, iż polactwo rozumie tylko taki język.

[1] Rafał A. Ziemkiewicz. Polactwo. Wydanie trzecie poprawione. 2008.

2 Stanisław Mackiewicz (Cat). Myśl w obcęgach. Studium nad psychologią  społeczeństwa sowietów. Wydanie szóste. W-wa, 1998.


 

Starsze wpisy »

Rodoma versija 34 iš 42 
2:00:27 Dec 9, 2009   
Dec 2008 Dec 2010
Sąrašas   Archyvas   Pagalba