Kanały:
Wpisy
Komentarze

Jak co roku w przeddzień Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek trwa na wileńskich cmentarzach akcja  ”Znicz na nie odwiedzanym grobie” (Žvakelė ant nelankomo kapo), połączona z jesiennym sprzątaniem miejsc wiecznego spoczynku. Ponieważ stare wileńskie cmentarze znajdują się na pofałdowanym terenie i są gęsto porośnięte starodrzewem – wymaga to znacznego wysiłku pracowników cmentarzy i społeczeństwa. Zachęcamy więc Wilnian i gości Wilna do udziału w akcji.

Na zdjęciu: groby rodziców Józefa Mackiewicza i Stanisława Mackiewicza (Cata) na wileńskiej Rossie – Antoniego Mackiewicza i Marii z Pietraszkiewiczów Mackiewiczowej.Grób Antoniego Mackiewicza

 

 

 

 

 

 

 

 

Grób Marii z Pietraszkiewiczów Mackiewiczowej

 

 

 

 

 

Stanisław Mackiewicz (Cat)

                                             Miasto przepięknych cmentarzy

Od nazwy “miasta pięknych kościołów” bardziej jeszcze słuszna byłaby dla Wilna: nazwa “miasta .przepięknych cmentarzy”. W tym dziwnym mieście ogrodów najbardziej czarownymi są cmentarze.

Tu, w Anglii, stosunek .do śmierci jest zimny, powściągliwy, intymny. Nikt nie wynosi swego żalu na zewnątrz, odwozi się nieboszczyka czarnym samochodem prędko, bez zgiełku tłumu. Człowiek umierający jest jak sardynka, którą wpakują do metalowej puszki. W krajach katolickich jest inaczej. Umiera się, jak już powyżej napisałem, wśród podniosłego obrzędu. Po ulicach Wilna chodzą (czy też chodziły)pogrzeby żydowskie w towarzystwie “płaczek”, które zawodzą głośno i histerycznie. Ale i pogrzeby katolickie, aczkolwiek dostojne i majestatyczne, mają swój długi ceremoniał, pienia, muzykę, która oddziaływa na serce, potęguje w człowieku strach śmierci, pomnaża żal za umarłych, utrwala a cementuje mistyczny strach wobec życia zagrobowego. Największe przeżycie osobiste dziecka polskiego, katolickiego – to pierwszy rodzinny pogrzeb. Pamiętam pogrzeb swej babki, matki ojca, którą zresztą mało znałem i mało byłem do niej przywiązany. Miałem lat dziewięć, byłem wrażliwy i nerwowy. Pogrzeb dłużył się przez dwa dni, jednego dnia wieczorem eksportacja do kościoła, .na druga dzień pogrzeb, chór kościelny, straszne “Miserere” – wszystko to przysłoniło mi kirem śmierci i strachu kilka miesięcy dziecinnego życia. Była wtedy piękna wileńska wiosna, słońce odbijało się w kałużach, po których jechał żałobny karawan na cmentarz.

Miasto Wilno jest objęte uściskiem cmentarzy, które otaczają je kołem. Z Rossy widać Cmentarz Bernardyński, z Bernardyńskiego Antokolski, z Antokolskiego Luterański na Pohulance a za nim wielki, Wojenny na Zakręcie, a z tego Prawosławny na Lipówce, a z Lipówki znów widać Rossę. I dopiero wśród tego śmiertelnego koła, wśród tego koła dostojnych i rozszumianych drzew cmentarnych i nagrobków leży ścieśnione Wilno. Mickiewicz pisał, że Wilno leży wśród lasów, ale czasy jego minęły i teraz Wilno leży wśród swoich ogromnych i przepięknych cmentarzy.

Cmentarze polskie są w ogóle ładniejsze od zachodnioeuropejskich, bo mają drzewa. Ale cmentarz krakowski, warszawskie Powązki, to składnice w porównaniu do uroku wileńskich zielonych świątyń śmierci. Górzysty charakter Wilna podnosi niesłychanie urok tych cmentarzy. Rossa składa się z szeregu pagórków i parowów, jarów, pokrytych ogromnymi, smutno szumiącymi drzewami. Tysiące nagrobków daje czasami schronienie gorąco całującym się parom kochanków, ale to wiosną i latem, natomiast na Dzień Zaduszny wypada zwykle pierwszy śnieg, i wtedy te przeogromne parowy i pagórki są pokryte szczelną gęstwiną świeczek – każdy je -przynosi na groby swych bliskich, a dzieci szukają grobów zapomnianych, by na mich także świeczki postawić. Mimo woli powstaje misterium obecności odczuwania leżących w “tych zimnych, zaśnieżonych grobach i pomału robi się dzieciom straszno. Wieczorem łuna wielka od światła, od świeczek na Rossie i na innych cmentarzach, pali się nad całym Wilnem, miastem dławionym przez cmentarze.

Rossa jest dostojna i ogromna i ma dużo pomników bardzo udanych, ale Cmentarz Bernardyńsiki położony na zboczach góry, z wstęgą Wilejki pod nogami, jest jeszcze piękniejszy, tak piękny, że aż pąsowy. To jest zresztą starszy jeszcze cmentarz, więcej tu klasycyzmu, więcej herbów na .płytach cmentarnych. Na cmentarzu Antokolskim najładniej śpiewają słowiki, które śpiewają zresztą na wszystkich cmentarzach wileńskich, nawet na Luterańskim, który jest najbrzydszy, bo płaski, lecz także zadrzewiony i za to najschludniejszy, ulubione miejsce randek ludzi zakochanych. Cmentarz Wojenny to ślad stopy olbrzyma, który się nazywał “wielka wojna europejska 1914 roku”. Ten cmentarz ma znów zupełnie inny charakter. Widok z niego obszerny na duży zakręt Wilii, na góry i lasy pozawileńskie. W dokładnym, sprawnym ordynku stoją setki, tysiące krzyży jednakowych, równych, zestandaryzowanych. Całe umarłe wojsko niemieckie z małymi oddziałami austriackimi, jeńców rosyjskich, kilkunastu żołnierzy tureckich i pewna ilość później poległych żołnierzy polskich. [...]

Słowiki w Słomiance…

Słowiki w Wilnie śpiewają nie tylko na cmentarzach. W Polsce najładniejsza pora roku to jesień, w Wilnie, gdzie góry i lasy, rzeki, doliny i amfiteatry lesistych pagórków wchodzą do środka miasta, jesień jest cudowna, gdy Góra Zamkowa zaczyna sypać jaskrawo żółtymi liśćmi. Ileż jesieni pamiętam w Wilnie, jeszcze od czasów, gdy w rosyjskiej bluzie gimnazjalnej biegłem na tę Górę Zamkową, alby zobaczyć, jak sołdat na dwunastą w południe strzela z armaty. Był taki zwyczaj w Wilnie, podobnie jak w Wenecji, skasowany z chwilą wybuchu wojny w 1914 r. i potem nie wskrzeszony.

Jesień w tamtych czasach pachniała mi nie tylko mgłą i stygnącą ziemią, ale także zapachem księgarń, tłoku przy kupnie podręczników, zapachem zeszytów, ołówków, skórzanym zapachem tornistra, do którego to wszystko się wkładało, nudnymi, bardzo nudnymi lekcjami po rosyjsku.

W zaułku Literackim był sklep Ickowicza, u którego starsi koledzy sprzedawali kupione przed rokiem podręczniki, gdy na gwałt potrzebowali pieniędzy. Ja sam sprzedałem (kiedyś jakąś arytmetykę, .by kupić róże i rzucić je na scenie Juliuszowi Osterwie, który w Wilnie zaczynał swą karierę sceniczną. Ten Ickowicz bogacił się na uczniach gimnazjalnych, ale potem zestarzał, zdziadział i dawał się oszukać swoim dwóm subiektom, którzy tyle nakradli książek, że założyli własny sklep. Ickowicz przeżył przynajmniej jednego z nich. W chwili wybuchu ostatniej, klęskowej wojny widziałem go tak samo wyglądającego jak wtedy, gdy byłem w pierwszej klasie. A zdaje się, że i moi wujowie “spuszczali” u niego książki. Ileż ten człowiek musiał mieć lat!

Ze Słomianką poznałem się także za dla szkolnych. Jeździłem do Werek łódką albo parostatkiem z rodziną lub ze znajomymi. Werki pochodzą od wyrazu litewskiego, który oznacza “płacz”, znaleziono tam dziecko płaczące, przywiązane do drzewa; był to synek arcykapłana Lizdejki i westalki znicza. Od dziecka tego ma pochodzić ród Radziwiłłów, najznakomitszej rodziny całej Europy. W Werkach na górze jest pałac, widok na zakręt Wilii, pola rozległe i dalekie lasy, a u stóp tej góry karczma drewniana, z drewnianymi empirowymi filarkami. Sale duże w drewnianej karczmie, piece przysadziste, grube, o niezliczonych kaflach; karczma ta pamięta Napoleona, i te empirowe kolumienki są autentyczne, to znaczy, że budowane były wtedy, gdy empire był ostatnią nowością. Karczma kiedyś była skryta słomą, stąd Słomianka. W dzień, a zwłaszcza w czasach koło Zielonych Świątek, służyła publiczności, która przyjeżdżała tu parostatkiem i spożywała kurczęta, .sałatę i piwo. W nocy… Mój poprzednik na stolcu .szefa ziemiańskiej gazety wileńskiej, redaktor “Kuriera Litewskiego”, późniejszy kolega ze “Słowa”, wielki, znakomity i niedoceniony w Polsce pisarz i felietonista, Czesław Jankowski, przyjechał tu kiedyś na całą noc z dwiema paniami z teatru. Ponieważ wydawcą “Kuriera Litewskiego” był wówczas ks. biskup Edward baron von der Ropp, który był jednocześnie posłem do Dumy Państwowej w Petersburgu, więc kareta ks. biskupa służyła podczas jego nieobecności redaktorowi ziemiańsko-katolicko-antyendeckiego pisma. Otóż kareta jego ekscelencji z herbami biskupimi na drzwiczkach i z drzemiącym zgorszonym furmanem na koźle stała całą rac przed karczmą Słomianką, za której szybkami błyskały stearynowe świece i dyskretnie dzwoniły kieliszki szampana. Ludzie idący rano o brzasku piaszczystą drogą z Zielonych Jezior do kościoła w Trynopolu widzieli jeszcze i zmęczone konie, i karetę, i herby. Biskup Ropp cały ten incydent tak wziął do serca, że stało się to przyczyną rozstania się jego z przemiłym Jankowskim i rozstania się Jankowskiego z “Kurierem Litewskim”.

Za mego redaktorstwa nie było już ani karet z herbami, ani hojnych i koleżeńskich biskupów, ani szampana w Słomiance. A i panie z teatru nie patrzyły na mnie, brzydala, tak miłym okiem, jak na uroczego Czesława Jankowskiego. A jednak jeździłem do Słomianki często, i to właśnie późnym wieczorem lub nocą. Znajdowałem szerokie w tym miejscu wody Wilii, pomału i jakby ukradkiem płynące, i winograd, który pokrywał ściany karczmy, prawie biały od księżycowego światła. Budziłam zaspaną gospodynię, która zapalała świecę, aby oświecić wewnętrzne skrzypiące schody, wpuszczała mnie na pierwsze piętro, skąd tajemniczymi korytarzami tej starej, drewnianej karczmy szło się na balkon z owymi empirowymi drewnianymi kolumienkami. Księżyc kładł swe światło także i tutaj, otulał cały balkon, łasił się do okien, ale przede wszystkim śpiewały słowiki. Widać koło Słomianki mieszkały jakieś słowiki specjalnie uzdolnione, znakomite, które by odpowiadały Paderewskiemu czy Kiepurze w muzycznej hierarchii ludzkiej. Gdy jeden milknął, odzywał się inny. Gdybym był kierownikiem radia, .nadawałbym tę muzykę słowików z księżycowej Słomianki na świat cały. Widać koło Wilna zawsze pięknie śpiewały słowiki, skoro król Jagiełło, gdy miał już lat osiemdziesiąt, słuchał ich całymi nocami i umarł nawet nocą, słuchając śpiewu słowika. Swoje minuty w Słomiance z księżycem i słowikami zaliczam do najprzyjemniejszych w całym grzesznym życiu.

Czesław Jankowski umarł nie w czas słowików, lecz jesienią. Wydaliśmy wtedy dodatek nadzwyczajny z jego wierszami:

Te białe ku mnie przybliż chryzantemy

I ów medalion ze ściany mi daj.

I cicho teraz rozmawiać będziemy.

Był niegdyś maj.(…)

“Lwów i Wilno” 1 sierpnia 1948 r.

Prawie Kaziuk

Od kilku tygodni w niedzielę centralna aleja Gedymina w Wilnie jest  przekazywana do dyspozycji rolników i rzemieślników z całej Litwy.  Jest to swoisty Kaziuk jesienny, tylko bardziej skromny, niegłośny, wtopiony w tło wileńskiej jesieni, cieszący się coraz bardziej liczną frekwencją Wilnian i gości Wilna. W załączeniu – kilka zdjęć z niedzielnego targu na al. Gedymina.gdy Góra Zamkowa zaczyna sypać  jaskrawożółtymi liśćmi

 

 

 

 

 

 

 

 

Widok ogólny

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesienne płody

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Litewskie sery

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Miód i wosk

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierogi i sękacze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strusie jaja i mięśo

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś ciepłegona zimę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyroby z drewna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyroby z drewna 1

Rzecz o Wilnie

Z Białorusinów pani kpi, z Litwinów pani drwi, a z Polaków pani szydzi. Jakiejże więc pani jest narodowości? – Ja jestem wileńska.

Jednodniówka humorystyczna „Wileńska”, kwiecień 1913 r.

 

 

(…) Było to miasto przez liczne wieki stolicą wielkiego kraju, noszącego niegdyś miano Wielkiego Księstwa Litewskiego. (…) Wilno niepomiernie silnie promieniowało myślą i kulturą na cały ów obszar(…).

 

Pamiętnik Wileński. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1972.

 

 

Zygmunt Jundziłł

Wszyscy oni (krajowcy) wiedzą, czują, że tu to nasz kraj a tam to albo „Rasieja” albo „Polszcza”, wszyscy oni mają, czy też mieli, swój solidaryzm geograficzny, wszyscy chcą mieć i miłują swoją ziemię, choć uboga, nie urodziwa, wszyscy oni „czują” choćby go nie widzieli, że jest jakieś wielkie tej krainy „cudo”, jakieś miasto, do którego ich ciągnie, a jest nim Wilno.

Krzysztof Tarka. Epigoni Wielkiego Księstwa Litewskiego – krajowcy wileńscy 1939 – 1940. Zeszyty Historyczne. Zeszyt sto trzeci. Paryż 1993.100_2333

 

Józef Mackiewicz

My, Wilnianie…(…) Tuśmy wrośli od wieków, w tę Ziemię Wileńską i nikt jej obrazu z serca nam wyrwać nie jest w stanie. I po największej nawet burzy, ci z nas, co się ostali, zdrowi czy ranni, z okopów, lasu czy piwnic, z zagranicy, czy tylko z domu, wrócimy do swej ziemi i będziemy ją orać.

Nie dla nas jest hasło: wyczekać, przemilczać, przeczekać. Niech ono zostanie słusznym hasłem dla tych, dla których Wilno jest miejscem chwilowego postoju, czy schronienia na rozdrożu. My czekać nie mamy czasu. My przemilczać nie mamy czego. My jesteśmy u siebie w domu i musimy pracować i mieć prawo do głośnego mówienia.

„Będziemy mówili prawdę”,  Gazeta Codzienna nr 1 z 26. XI.1939r., s.1.)

Ludwik Chomiński

Kraj nasz – to ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego – to tradycja ludów, które niegdyś w Wilnie miały swą stolicę – to amalgamat krwi litewskiej, polskiej, białoruskiej, przemieszany z Żydami, Tatarami, Karaimami, starowiercami! To kraj szeroki mający ośrodek w naszym Wilnie, jak w soczewce skupiającym ideę i myśl ześrodkowującą dążenia krajów odwiecznie stad rządzonych. Wilno, to miejsce święte, to Mekka tylu narodów, szczepów i ludów, to ukochanie tych wszystkich, którzy w szerokim promieniu tego Znicza się rodzili, trwali, pracowali, cierpieli i kochali.

Wilno – to przecięcie dróg nie tylko handlowych z zachodu na wschód, z północy i południa. To miłe miasto jedyne może w tym rodzaju na świecie…

Krzysztof Tarka. Epigoni Wielkiego Księstwa Litewskiego – krajowcy wileńscy 1939 – 1940. Zeszyty Historyczne. Zeszyt sto trzeci. Paryż 1993.( Ludwik Chomiński, Gazeta Codzienna nr 7 z 1.XII.1939r., s.1.)

 

 

Teodor Bujnicki

Wilno…ośrodku cudowny, do którego tęsknią z południa i północy, ze wschodu i zachodu! Miasto dziwne…niby zwykłe, niby codzienne, tak swojskie,  – a przy tym jakieś świąteczne, uroczyste, takie godne, pociągające, po prostu święte…niby różno plemienne, różnolite, a tak bardzo jedność, jednolitość wnoszące, że pół świata przejdziesz, a prawdziwego Wilnianina tam jak brata do serca przyciśniesz, choćby innej był wiary i języka! Wilno, miejsce święte, wspólna własność ideowa tylu ras i wiar, tradycyj i legend, nienawiści i ukochań! Dokąd dążysz, czego pragniesz co ci się śni – miasto nasze jedyne.

Krzysztof Tarka. Epigoni Wielkiego Księstwa Litewskiego – krajowcy wileńscy 1939 – 1940. Zeszyty Historyczne. Zeszyt sto trzeci. Paryż 1993.(T. Bubnicki, „Kochamy Wilno”, Gazeta Codzienna nr 20 z 15.XII.1939r., s.4.)

Stanisław Mackiewicz (Cat).

Od nazwy “miasta pięknych kościołów” bardziej jeszcze słuszna byłaby dla Wilna: nazwa “miasta .przepięknych cmentarzy”. W tym dziwnym mieście ogro ów najbardziej czarownymi są cmentarze.

(…)Miasto Wilno jest objęte uściskiem cmentarzy, które otaczają je kołem. Z Rossy widać Cmentarz Bernardyński, z Bernardyńskiego Antokolski, z Antokolskiego Luterański na Pohulance a za nim wielki, Wojenny na Zakręcie, a z tego Prawosławny na Lipówce, a z Lipówki znów widać Rossę. I dopiero wśród tego śmiertelnego koła, wśród tego koła dostojnych i rozszumianych drzew cmentarnych i nagrobków leży ścieśnione Wilno. Mickiewicz pisał, że Wilno leży wśród lasów, ale czasy jego minęły i teraz Wilno leży wśród swoich ogromnych i przepięknych cmentarzy.

 (…)Słowiki w Wilnie śpiewają nie tylko na cmentarzach. (…)Najładniejsza pora roku to jesień, w Wilnie, gdzie góry i lasy, rzeki, doliny i amfiteatry lesistych pagórków wchodzą do środka miasta, jesień jest cudowna, gdy Góra Zamkowa zaczyna sypać jaskrawo żółtymi liśćmi.

.(…)Księżyc kładł swe światło także i tutaj, otulał cały balkon, łasił się do okien, ale przede wszystkim śpiewały słowiki. Widać koło Słomianki mieszkały jakieś słowiki specjalnie uzdolnione, znakomite, które by odpowiadały Paderewskiemu czy Kiepurze w muzycznej hierarchii ludzkiej. Gdy jeden milknął, odzywał się inny. Gdybym był kierownikiem radia, .nadawałbym tę muzykę słowików z księżycowej Słomianki na świat cały. Widać koło Wilna zawsze pięknie śpiewały słowiki, skoro król Jagiełło, gdy miał już lat osiemdziesiąt, słuchał ich całymi nocami i umarł nawet nocą, słuchając śpiewu słowika. Swoje minuty w Słomiance z księżycem i słowikami zaliczam do najprzyjemniejszych w całym grzesznym życiu.

Miasto przepięknych cmentarzy. “Lwów i Wilno” 1 sierpnia 1948 r.

 

Wiktor Trościanko.Most na Zwierzyniec

Maj w tym mieście był czymś jedynym na świecie. (…) Nie ma pod niebem jednego miasta tylu i tak dobranych barw zieleni. Na dalekim horyzoncie, gdy się patrzyło z Góry Zamkowej, ciągnęła się czarna linia Ponar, Kalwarii, Werek, Pospieszni, traktu lidzkiego; na linii bliższej: Rossy, Belmontu, Antokola, Karolinek; wyrastały ponad dachy domów, ścigały się z dzwonnicami kościołów bukiety kasztanów, klonów, topoli dookoła świątyń, klasztorów i cmentarzy; na linii najbliższej śródmieściu ogrody bzów – zwykłych, pojedynczych i pełnych, ciężkich, w których najlepiej było szukać szczęścia.

Rzeka płynęła szerokim błękitem, niosąc na sobie sosnowe tratwy, zwane tutaj płytami….

Wiek męski. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1970.

 

Ferdynand Ruszczyc

(…) Miasto o dziwnej, tajemniczej sile pociągającej i niezniszczalnym pięknie(…) Wilno – to cenne skrzypce, to Stradivarius.

Stanisław Lorenc. Album wileńskie. PIW, Warszawa 1986.

Czesław Miłosz

Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać

Długa była mila, ale cofało mnie jak figurę w szachach.

Uciekałem po ziemi obracającej się coraz prędzej

A zawsze byłem tam: z książkami w płóciennej torbie,

Gapiący się na brązowe pagórki za wieżami Świętego Jakuba…

Nigdy od ciebie miasto.

 

Władysław Syrokomla

Stara stolica Giedyminowa

Wilno, pieszczota pięknej natury,

Pomiędzy gaje, pomiędzy góry,

To kwiat, co w dzikim zielsku się chowa…

Gdy się na strome wdzierasz urwiska,

Albo brniesz piaskiem, drogą pochyłą,

Nigdybyś nie zgadł, że Wilno blisko,

Gdyby twe serce silniej nie biło…

Kartka z kroniki Wilna.

 

Witold Hulewicz

Imię Wilna jak fala, jak płyn.

Imię Wilna, jak szala, jak czyn.

Imię Wilna jak śpiewna wiola.

Imię Wilna jak zórz aureola.

Imię Wilna jak pośmiertny bezzament.

Imię Wilna jak powrotny ornament.

Imię Wilna jak ofiarny dym.

Imię jak rym.

Wilno.

Starsze wpisy »

Rodoma versija 28 iš 42 
2:59:36 Oct 28, 2009   
Oct 2008 Oct 2010
Sąrašas   Archyvas   Pagalba